wtorek, 3 grudnia 2013

One.

Rozdział 1
Justin’s POV
Wstałem jak codziennie wcześnie. Rany! Jakie życie jest nudne. Wszystkim się wydaje, że bycie supergwiazdą to taka super sprawa. Wcale tak nie jest. Muszę dbać praktycznie o wszystko, ale przede wszystkim o swój wizerunek. Jeśli nie to media zaczną się mną interesować co nie jest specjalnie miłe. Ba! Wręcz brzydko mówiąc upierdliwe. Gdzie się nie ruszysz tam paparazzi. Robią mi zdjęcia nawet jak jem. No, ale cóż – za to im płacą. A mi płacą za znoszenie tego. I jesteśmy kwita. –Justin, ranny ptaszku! Dlaczego już wstałeś? – dał się słyszeć głośny sarkastyczny śmiech Scootera. Eh, ten facet dosłownie działał mi na nerwy i dobrze o tym wiedział, bo znaliśmy się jak bracia.  –Możesz sobie chociaż dziś nie żartować Brown? Miałem wczoraj ciężki dzień – przypomniałem mu grzecznie o wczorajszym wywołaniu skandalu w jednej z restauracji, gdy rzuciłem sałatką w paparazzi. –Oh, jakie to przykre! Nasz gwiazdor miał zły dzień! Już pana zostawiam, a może życzy sobie pan troszkę lodu? – Brown najwidoczniej nie miał zamiaru skończyć żartować. –Wal się – odchrząknąłem i rzuciłem się na łóżko.  –Masz dzisiaj umówione spotkanie, a dokładniej wywiad – powiedział już całkiem poważnie mój menadżer. –Gdzie? – Spytałem nerwowo, kompletnie wyleciało mi to z głowy. –Jak to gdzie? The Jefrey Show. Tylko nie palnij znowu czegoś głupiego, co media będą potem roztrząsać przez pół wieku- rzucił Brown. –To nie na tym polega show biznes? – Spytałem i niemrawo się zaśmiałem. Chciałbym, żeby to była nieprawda.
***

 Siedziałem już w studio w miejscu gdzie jakieś miło uśmiechające się panie robią mi makijaż. –Po co mi ta cała tapeta? – zapytałem cicho, bardziej do siebie niż do pani od makijażu. –Jak to po co? Jesteśmy w prawdziwym życiu. Tutaj zamiast photoshop’a używa się tego – wskazała na puder. –No tak, zapomniałem – wymruczałem i ruszyłem do pokoju w którym kręcili program. –Wchodzimy na żywo za 3…2…1… - zaczęło się. –Hej Justin. No więc jesteś już drugi raz w naszym programie. Może zacznijmy od konkretów: co sądzisz o sprawie z ową prostytutką? Wiesz coś o tym? Czy może raczej wolisz zostawić tą sprawę w tajemnicy…? – wypytywał mnie Jefrey. Totalnie nie miałem ochoty nic mówić. Wiadome przecież było, że ta cała akcja była wymysłem mojej opętanej psychofanki, bo Belieber to raczej ona nie była. –Eh, to nie prawda – wydukałem. –Na pewno? A może jednak coś przed nami ukrywasz? O mrugasz oczami! Czyli jednak tak! – Coraz bardziej wkurzał mnie Jefrey. –Chyba powiedziałem, że nie? – Głowa coraz bardziej zaczynała mnie boleć, gdybym mógł krzyczałbym z bólu – Nie wkur*iaj mnie już bardziej. –Przerwa na reklamy – powiedział jakiś głoś. Odszedłem od stolika i natychmiast podszedł do mnie Scooter. –Dobrze się czujesz?! – już miałem odpowiedzieć, że nie za dobrze, ale na szczęście w porę odczułem inne znaczenie tego pytania –Zaraz media będą trąbić „Justin Bieber przeklina na wizji” Zwariowałeś?! – Wydarł się , ale trzeba było wrócić na wizję. Starałem się być opanowany i wywiad nareszcie dobiegł końca. Obróciłem się i skierowałem do pokoju, gdzie nakładali na mnie tapetę. –Ał! – wpadłem na jakąś dziewczynę niosącą kawę do mojego pokoju. Ramię zaczęło mnie piec. Poparzyłem się. Czy ja zawsze muszę mieć takie szczęście? Pomogłem wstać tej dziewczynie. Była szczupłą, niewysoką szatynką z zielonymi oczami. „Wow” przemknęło mi przez chwilę, ale zdałem sobie sprawę że muszę już iść. Przeprosiłem i wyszedłem z budynku.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej! No więc to byłby pierwszy rozdział. Dzisiaj był tylko Justin's POV ale w następnym będzie już Catherine's POV itd. :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz